Polityka gmin wobec zwierząt

W Polsce jest ok. 70 tys. bezdomnych psów i 16 tys. bezdomnych kotów.

Najkrócej ujęte przyczyny tej ogromnej liczby to:

- bezmyślność, bezduszność i okrucieństwo ludzi, nadal traktujących zwierzęta jak rzeczy,

- brak rzetelnej i humanitarnej polityki gmin, odpowiedzialnych za opiekę nad bezdomnymi zwierzętami.


Ustawa o ochronie zwierząt, aczkolwiek przestarzała i niechlujnie skonstruowana, wyposaża gminę w niejakie  instrumenty, pozwalające na walkę z bezdomnością zwierząt, występującą na jej terenie:


Art.11.1.Zapewnianie opieki bezdomnym zwierzętom oraz ich wyłapywanie należy do zadań własnych gmin.
(...)
3. Wyłapywanie bezdomnych zwierząt oraz rozstrzyganie o dalszym postępowaniu z tymi zwierzętami odbywa się wyłącznie na mocy uchwały rady gminy podjętej po uzgodnieniu z powiatowym lekarzem weterynarii oraz po zasięgnięciu opinii upoważnionego przedstawiciela organizacji społecznej, której statutowym celem działania jest ochrona zwierząt.
(...)
Art.11a.1.Rada gminy może w drodze uchwały przyjąć program zapobiegający bezdomności zwierząt obejmujący w szczególności:
1) sterylizację albo kastrację zwierząt;
2) poszukiwanie nowych właścicieli dla zwierząt;
3) usypianie ślepych miotów.
2.Koszty realizacji programu, o którym mowa w ust. 1, ponosi gmina.


To tyle, jeśli chodzi o przepisy. Jednak oprócz ustawy potrzebna jest jeszcze minimalna choćby wola władz samorządowych do zajęcia się problemem. W Polsce tej woli niestety brak. Skutkiem tego w zdecydowanej większości kraju zacytowane powyżej zapisy są kompletnie martwe. Urzędnicy niezmiennie wykazują godną zastanowienia arogancję i, co gorsza, ignorancję w temacie praw zwierząt. Powszechna jest u władz niechęć do pochylenia się nad potrzebującymi zwierzętami, a na porządku dziennym wysuwane są argumenty o poważniejszych i pilniejszych potrzebach, które musi obsłużyć budżet gminy. Dlatego na pomoc zwierzętom pieniędzy najczęściej brak, a jeśli już są, to zakontraktowane w symbolicznej wysokości. Brak wystarczającej liczby schronisk (choćby jednego na powiat), brak cywilizowanych miejsc przetrzymywania zwierząt, zanim trafią one do potwornie przepełnionych istniejących schronisk, brak służb odpowiedzialnych za szybkie i humanitarne odławianie błąkających się zwierząt, brak programów ich rejestracji i identyfikacji, szeroko zakrojonych sterylizacji i kastracji, brak akcji adopcyjnych, polityki uświadamiania swoich mieszkańców o prawach zwierząt...

Łatwiej chyba wymienić co jest. A więc na pewno jest niezmienne i niezachwiane przekonanie urzędnicze, że problem bezdomności zwierząt:

- albo w ogóle na terenie danej gminy nie istnieje,

- albo istnieje, ale rozwiąże się sam (tzn. taki pies przecież zawsze może zginąć pod kołami samochodu, paść od chorób, albo zostać przygarnięty przez jakiegoś co wrażliwszego mieszkańca gminy, a w ostateczności ma 4 łapy i najpewniej sam się przemieści poza nasze granice i zaoszczędzi nam kłopotu).

Co innego, jeśli taki pies ugryzie człowieka (najlepiej dziecko wracające ze szkoły, bo to bardziej medialne). Wtedy jest larum i pospolite ruszenie, drapieżca zostaje natychmiast odłowiony, poddany kwarantannie, a potem najczęściej uśpiony (bo agresywny i nieprzewidywalny), a najmniej kłopotliwie jest od razu poprosić o pomoc zaprzyjaźnionego myśliwego, który bestię zastrzeli. Oczywiście jedną sesję rady gminy należy obowiązkowo poświęcić na omówienie problemu zagrożeń stwarzanych przez bezdomne, zdziczałe psy, a następnie urządzić pokazowe odłowienie kilku biegających po ulicy burków, aby za kilka złotych oddać je w ręce lokalnego hycla (a są to ręce pewne i sprawdzone, bowiem rzadko się zdarza, aby jakiś pies umknął z nich żywy). I na tym koniec energicznych działań zapracowanych samorządowców. Przez kilka miesięcy jest błogi spokój..., aż do następnego pogryzienia.

W jaki sposób zmienić urzędniczą mentalność? Empatii i szacunku do zwierząt nie nauczymy w ciągu kilku lat. Możemy jednak chociaż wymóc stosowanie się do obowiązującego prawa i rzetelne wypełnianie swoich obowiązków wynikających z ustaw. Zapewnienie należytej opieki bezdomnym zwierzętom nie powinno wynikać z dobrej woli lub wrażliwości tego czy innego urzędnika, to powinien być oblig, kontrolowany społecznie. Ale często przeciętny zjadacz chleba, do którego np. przybłąkało się bezdomne zwierzę, sam nie za bardzo wie, co z tym fantem zrobić, nie zna przepisów, ani faktycznych rozwiązań stosowanych na terenie swojej gminy.

Dlatego właśnie postanowiliśmy wiedzę na ten temat zbierać i upubliczniać. W lipcu 2008 roku rozesłaliśmy do wszystkich gmin województwa świętokrzyskiego pismo z zapytaniami dotyczącymi ich polityki wobec zwierząt (czytaj). Ogromnym nakładem czasu, pracy i zachodu stworzyliśmy zbiór przekazanych nam informacji na ten temat. Tutaj go udostępniamy, z poniższymi zastrzeżeniami:

- z konieczności ograniczamy się jedynie do woj. świętokrzyskiego (13 powiatów, 102 gminy),
- z oczywistych przyczyn nie bierzemy odpowiedzialności za prawdziwość zamieszczonych danych, na stronie prezentujemy w oryginale dokumenty przesłane nam przez gminy,
- nie odpowiadamy też za często słabą ich jakość,
- w miarę możliwości będziemy się starać aktualizować dane, pomimo że w zdecydowanej większości gminy są więcej niż niechętne do dzielenia się z nami informacjami na temat swojej polityki wobec zwierząt – jak dotychczas responsu w ogóle nie udzieliło aż 41 ze 102 gmin województwa, natomiast informacje uzyskane z gmin, które pofatygowały się z odpowiedziami, są najczęściej boleśnie skąpe i aroganckie; odpowiedzi wyczerpujące, a co najważniejsze merytorycznie napawające optymizmem są nielicznymi wyjątkami potwierdzającymi regułę.

Tak więc, zachęcamy do lektury. Tutaj znajdziesz wiedzę o tym, co Twoja gmina robi / czego nie robi dla zwierząt. Jeśli odwiedziłeś naszą stronę, to znaczy, że ich los nie jest Ci całkowicie obojętny. Zrób zatem użytek z zamieszczonych tu informacji.

 

Presja na władze może przynieść zmianę na lepsze tragicznej sytuacji bezdomnych zwierząt i zwierząt w ogóle oraz pomoże zmieniać społeczne nastawienie względem nich.