Schronisko w Sobolewie czyli upaństwowione znęcanie się nad zwierzętami
W latach 2018-2019 nasze stowarzyszenie prowadziło postępowanie administracyjne w sprawie cofnięcia zezwolenia dla Mariana Drewnika na prowadzenie schroniska dla zwierząt w Sobolewie. Powodem było naruszanie przez przedsiębiorcę warunków tego zezwolenia. Nasz zarzut sprowadzał się do nielegalnego utożsamiania "obszaru działalności schroniska" (czyli obszaru skąd pochodziły bezdomne zwierzęta umieszczane następnie w schronisku) z "miejscem świadczenia usług" (czyli po prostu adresem schroniska). Dokumenty postępowania: tutaj
Sprawa dla laika może wydawać się błaha, ale to właśnie bezprawne utożsamianie całkowicie różnych pojęć ustawowych doprowadziło do tego, że do schroniska w Sobolewie przez lata sprowadzane były setki psów z wielu gmin, przy czym zwierzęta z terenu gminy Sobolew stanowiły ich niewielki ułamek. A wiemy o tym, gdyż od 2012 r. zbieramy informację publiczną ze wszystkich polskich gmin i schronisk i publikujemy ją w naszym Monitorze BOZ (w rubrykę 'podmiot' należy wpisać 'Sobolew').
🚩To co dzieje się aktualnie przewidzieliśmy już lata temu (nasze odwołanie z dnia 08.04.2019 r. in fine):
Konsekwentnie lokalny charakter usług komunalnych dotyczących bezdomnych zwierząt ma istotne uzasadnienie systemowe. Zajmowanie się nimi jest zadaniem publicznym gmin, a z ustawowej definicji zwierząt bezdomnych wynika, że te wyłapane i umieszczone w schroniskach nadal są bezdomne, co rodzi odpowiedzialność gminy także za zwierzęta zgromadzone przez przedsiębiorcę w schronisku posadowionym na jej terenie. Dopóki są to zwierzęta z macierzystej gminy, to odpowiedzialność taka jest oczywista i realizuje się przez nadzór organu gminy nad przestrzeganiem zezwolenia na prowadzenie schroniska oraz przez nadzór nad przestrzeganiem zawartej z przedsiębiorcą umowy o przyjmowanie zwierząt do tego schroniska. Natomiast w przypadku, gdy przedsiębiorca gromadzi zwierzęta z innych gmin, odpowiedzialność za nie miejscowej gminy budzi wątpliwości. Wskazuje na to już choćby problem Wójta Gminy Sobolew z uzyskaniem informacji nt pochodzenia zwierząt skoszarowanych w schronisku w Nowej Krępie (zasłanianie się przez przedsiębiorcę Mariana Drewnika tajemnicą przedsiębiorcy). I dalej, gdyby przedsiębiorca zaprzestał prowadzenia działalności (obojętne z jakich powodów, np. losowych lub prawnego zakazu wykonywania działalności), może zabraknąć odpowiedzialnych za los zwierząt oraz za porządek i bezpieczeństwo. W przypadku Mariana Drewnika, który w celu zysku gromadzi zwierzęta z coraz większej liczby gmin, odpowiedzialność za te zwierzęta ze strony niewielkiej gminy wiejskiej Sobolew jest iluzoryczna, biorąc pod uwagę skalę problemu ewentualnego zastępczego zajęcia się zwierzętami.
Ostatecznie postępowanie zakończyło się decyzją SKO w Siedlcach, która utrzymała w mocy decyzję Wójta Gminy Sobolew o odmowie cofnięcia zezwolenia dla schroniska. SKO stwierdziło m. in., że (...) w interesie społecznym leży przede wszystkim realizacja zadania polegającego na prowadzeniu schroniska dla bezdomnych zwierząt. W tym kontekście cofnięcie przedsiębiorcy zezwolenia na prowadzenie takiej działalności w oparciu o przepis, który rodzi wątpliwości interpretacyjne, byłoby niedopuszczalne. (str. 6 uzasadnienia decyzji z dnia 24.10.2019 r.)
Problem jednak w tym, że przepisy są jasne i brak w nich wątpliwości interpretacyjnych, a te zostały co najwyżej sztucznie wykreowane przez kolegia odwoławcze i sądy administracyjne. Bowiem po chwilowej, pomyślnej dla nas, linii orzeczniczej, sądy szybko się opamiętały i zaczęła tam przeważać narracja o rzekomych "istotnych wątpliwościach", prowadząca do utożsamiania "obszaru" z "miejscem". Sprawę przesądził wyrok NSA z dnia 23.04.2020 r., sygn. II OSK 1903/19 (zapadły w naszej innej sprawie cofnięcia zezwolenia dla schroniska w Wojtyszkach), w którym sąd stwierdził brak przepisów zawężających działalność schroniska do terenu gminy, na którym jest ono zlokalizowane. Jednym słowem wg NSA "obszar działalności schroniska" nie odnosi się do miejsca pochodzenia zwierząt objętych opieką tegoż schroniska. Tym samym błędnie utożsamiono dwa całkowicie różne pojęcia występujące w ustawie z dnia 13.09.1996 r. o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (na podstawie której wydawane są zezwolenia na prowadzenie schronisk dla zwierząt) - „obszar działalności” (art. 8 ust. 1 pkt 2, art. 9 ust. 1 pkt 2 u.c.p.g.) i „miejsce świadczenia usług” (art. 7 ust. 6 u.c.p.g.), które ustawa ta wyraźnie i z jakiegoś powodu rozróżnia.
Stanowisko NSA zostało natychmiast podchwycone przez wojewódzkie sądy administracyjne i stało się obowiązujące. A wobec tak skrajnie nielogicznego i niekorzystnego dla praw zwierząt orzecznictwa, powielanego już w innych sprawach, pozostawiliśmy decyzję SKO w sprawie Sobolewa niezaskarżoną.
Mało kto zdaje sobie sprawę, że schroniska dla bezdomnych zwierząt opisane w u.c.p.g. nie są instytucjami powołanymi dla jakiejś szczytnej idei (dobro, ochrona zwierząt), lecz stanowią wyłącznie przejaw działalności gospodarczej. Warto pamiętać, że schroniska dla bezdomnych zwierząt w Polsce pojawiły się po raz pierwszy w przepisach administracyjnych w 1961 r., które jednoznacznie przypisywały takim zakładom cel uśmiercania zwierząt bezdomnych (Pismo Okólne Nr 48 Ministra Gospodarki Komunalnej z dnia 03.10.1961 r. L. dz. URT-IV/92/61 w sprawie uregulowania zagadnienia bezpańskich psów i kotów na terenie miast). Te przepisy o schroniskach dla zwierząt nadal formalnie obowiązywały w momencie uchwalania u.c.p.g. w dniu 13.09.1996 r., w której do dzisiaj nie określono celu prowadzenia schronisk, a termin „opieka” w ogóle się tam nie pojawia (sic!). Przepisy z 1961 r. utraciły ważność dopiero w dniu 17.10.1997 r., tj. w dniu wejścia w życie nowej Konstytucji, która wyeliminowała tego typu akty z katalogu źródeł prawa. Zatem twierdzenie, że schroniska dla zwierząt w rozumieniu u.c.p.g. mają prawem przypisany cel (ideę) opieki, dobra zwierząt i ich ochrony, nie ma żadnej podstawy prawnej.
Przez lata prowadziliśmy dziesiątki postępowań administracyjnych i sądowo-administracyjnych, dotyczących unieważnienia/cofnięcia zezwoleń dla łamiących prawo schronisk. Kosztowało nas to mnóstwo czasu, pracy, zdrowia i nerwów. Ostatecznie wszystkie te sprawy zakończyły się niczym, czyli naszą przegraną. Uzyskaliśmy jedynie niezbitą pewność, że przedsiębiorcy prowadzący schroniska, gminy, kolegia odwoławcze, sądy administracyjne oraz organy Inspekcji Weterynaryjnej to jeden mafijny układ graczy do tej samej bramki, którego celem jest utrzymanie status quo, jeśli chodzi o poziom prawnej ochrony zwierząt w Polsce (a raczej brak tej ochrony). Bezdomność zwierząt to biznes, na którym zarabia zbyt wiele środowisk, aby ją tak po prostu zlikwidować. Stąd absolutny brak woli politycznej do cywilizowanego i kompleksowego uregulowania tej problematyki. Doraźne akcje takie jak ostatnio w Bytomiu czy w Sobolewie nie robią już na nas wrażenia, bo to tylko chwilowe wzmożenie i fajerwerki oraz kolejna okazja do lansowania się pewnych celebrytów, pewnych posłów i pewnych aktywistów prozwierzęcych, gdy ci ostatni odpowiadają przecież osobiście za skandalicznie niską jakość prawa w tej dziedzinie.
artykuł w Business Insider






